Wiosna, panie dziejku

…można by powiedzieć. Temperatura nadal wysoka, mimo zapowiedzi ochłodzenia, trawniki w wielu miejscach zaczynają wyglądać coraz bardziej przyzwoicie. Na polach rośliny posadzone jesienią rosną na potęgę. U sąsiada na ogródku widziałam wczoraj BAZIE. Takie piękne kotki, idealne na Wielkanoc. Co dziwne, z tego co pamiętam, w zeszłym roku na Wielkanoc nie było ich jeszcze… Na tarasie zostawiłam jednego kwiata, bo mi się na jego liściach jakieś paskudztwo zalęgło, którego nie udało mi się pozbyć, więc doszłam do wniosku, że nie będę po lecie wnosić go do domu, żeby się na inne kwiaty nie poroznosiło. Ten „tarasowy”, mimo że nie jest przystosowany do stania w styczniu na dworze (benjaminki lubią cieplejsze klimaty), nadal trzyma się zielono i dzielnie. Może przetrwa do wiosny… Kto wie. Oby tylko robale wyginęły…

W październiku, kiedy zrobiło się zimno, wyciągnęłam buty i ciuchy zimowe, ale w czasie listopadowego ocieplenia je pochowałam i póki co w większości nadal się schowane. Może pozostaną tam do przyszłego listopada… Zobaczymy. Na razie podróżuję na rowerze, śmiało wietrzę mieszkanie i chodzę w jesiennych butach. Aż dziwnie patrzy mi się na moją śliczną choinkę.