Sylwestrowe koncerty

Dwa programy telewizyjne zorganizowały w tym roku, a właściwie na przełomie 2020 i 2021 koncerty sylwestrowe. Po czym TVP odkrzyknęło wielki sukces i poświęciło sporo czasu na wychwalanie się pod niebiosa i krytykowanie konkurencji, czyli Polsatu. Wyszło jak zwykle żałośnie; takie kłótnie rodem z piaskownicy. Bo ktoś też robi babeczki z piasku.

Dodam więc i swoje zdanie. Nie, nie oglądałam Sylwestra w tych programach, tzn. włączyłam na chwilę na każdy z nich, sprawdziłam co jest i postawiłam na własny zasób płyt. No cóż, mam zgoła inny gust muzyczny. To, że Kurski lubi disco polo to jego sprawa. Powinien jednak serwować widzom coś lepszego. Ostatecznie misją telewizji publicznej jest szerzenie edukacji i pokazywanie treści „wyższych”. To znaczy powinno być, bo w ostatnich latach to się chyba zmieniło…  Polsat lubi disco od początku, więc i tu nie spodziewałam się czegoś lepszego. I nie było. Przynajmniej wtedy, gdy to oglądałam.

Był jeszcze jeden powód mojej niechęci do tych programów. A mianowicie totalna pogarda dla społeczeństwa. W czasie, gdy wszystkim nakazuje się siedzenie w domu i wprowadza de facto godzinę policyjną, telewizje (a zwłaszcza TVP) robią sobie biby. To dla nich zmieniane są rozporządzenia i robione wyjątki, jakby ich się wirus nie imał. Bo co? Bo społeczeństwo musi się pobawić. Sorry, ale moim zdaniem, z materiału z poprzednich lat, którymi dysponują stacje dałoby się zrobić super program sylwestrowy.

Ostatecznie mają wiele godzin nagrań z naprawdę dobrych koncertów. Ale nie, postaw się a zastaw się. Nasze potrzeby są ważniejsze od twoich. My musimy. Tak jak prezes musiał odwiedzić cmentarz w czasie pamiętnych Świąt Wielkanocnych. A później: hurrrra, byliśmy najlepsi. To jak chwalenie się ziomalom, że się złamało przepisy i np. poszło na szaberek.

No więc pochwalę się i ja: była u nas super domówka. Z zachowaniem ostrożności, żeby innych nie pozarażać. Mieliśmy duuuuużo lepszą muzykę niż serwowana w stacjach telewizyjnych i pyszne przekąski. Wasz telewizyjny Sylwester nie umywa się do naszego 😛

A wszyskim czytającym życzę dobrego 2021 roku. Oby był odpoczynkiem po poprzednim 🙂

Christmas time

Pracując lubię słuchać radia internetowego. Mam kilka ulubionych rozgłośni, których nie będę tu reklamować, bo może macie inne gusta. Ja lubię takie, które puszczają muzykę lekko jazzującą, soulującą i dobry pop. Właśnie od dziś jedna z moich ulubionych rozgłośni serwuje mi od rana co jakiś czas pioseki bożonarodzeniowe. Na całe szczęście nie kolędy, ale jednak są to klimaty świąteczno – zimowe…

Czy to już ten czas? Wydawało mi się, że nie, ale w sumie, gdyby działały galerie, pewnie od dwóch tygodni widziałabym świąteczne dekoracje. W końcu za trzy tygodnie już Mikołajki :-O

Jeśli chodzi o prezenty czy jakiekolwiek świąteczne plany to nie mam nic. Moje myśli absorbuje epidemia i obawa o pracę. Po Wielkanocy zapowiadają nam się kolejne dziwne święta… Nie wiem czy rząd zdecyduje się zamknąć wszystkich znowu w domach, ale i tak pewnie wiele osób ograniczy mobilność i kontakty z rodziną, zwłaszcza z jej starszymi przedstawicielami, dla których będzie to ciężki okres.

I o prezenty będzie trudniej, bo i czasy niepewne i trzeba pobuszować po internecie, żeby je kupić… Ech, zbliża się Christmas time. Może dłuższe siedzenie w domu i wschłuchiwanie się w świąteczne przeboje, przynajmniej wpraw nas w świąteczny nastrój… Mnie na razie nie wprawiło. Zdziwiło jedynie, że to już.

Korzystajmy z wolności póki jest

Korzystajmy z wolności póki jest, póki nie narzucono nam kolejnych nakazów i zakazów. Zarówno w kontekście szerokim – bo w Polsce w ostatnich latach niestety jest taka tendencja, jak i w węższym – póki nie wprowadzono nam narodowej kwarantanny.

Najbliższy weekend zapowiada się słonecznie choć chłodno. Ale co tam. Od tego, żeby nie marznąć, są ciuchy. Najważniejsze, że nie ma padać. Proponuję więc korzystać i wybrać się w plener. Ostatecznie w kraju jest dużo ciekawych miejsc – parki, parki krajobrazowe i narodowe, ścieżki edukacyjno-dydaktyczne i rowerowe.

Wiele osób zachęca do chodzenia na grzyby, prezentując swoje „łupy”. Nie było jeszcze przymrozków, więc grzybki nadal powinny być. O ile oczywiście nie spleśniały po ostatnich opadach. Nie da się ukryć, że rok mamy wyjątkowo mokry…

My w każdym razie wybieramy się w góry, w Karkonosze 🙂 Tam też pogoda ma być przednia. Znalazłam w ramach last minute w miarę tanie noclegi w Szklarskiej Porębie, w tej klimatycznej willi. Jak nam się spodoba i będą takie możliwości, to może się tam zatrzymamy w zimie wyjeżdżając na narty… Tak by mi się przynajmniej marzyło, bo planować nie ma sensu. Dotychczas niewiadomą była tylko pogoda – ilość śniegu i synchronizacja urlopów. Teraz dochodzi jeszcze możliwość – z prawnego punktu widzenia i finansowego. Każdy wydatek należy kilka razy przemyśleć…

Ten rok pokazał, że wszelkie dalekosiężne plany należy zweryfikować. Nie wiadomo co będzie za tydzień, a co dopiero za rok czy kilka lat. Taka jazda bez trzymanki. Dobrze, że chociaż są ludzie, na których można w trudnych sytuacjach liczyć. A propos trzeba zrobić dziś zakupy sąsiadom na kwarantannie. Dobrze, że się przyznali i że nie próbują z partyzanta wbijać się do sklepów pomiędzy zadaniami z apki. Mamy w najbliższej okolicy dobrze zorganizowaną samopomoc sąsiedzką 😉

Trzymajcie się zdrowo i korzystajcie z lepszej pogody i z wolności, którą jeszcze mamy. No może w ograniczonym zakresie wynikającym też z tego, że trzeba dzieciom znów pomagać w nauce 😉

To się zmieniło

Od ostatniego wpisu sytuacja się zmieniła. Zniesiono ograniczenia, poza wydzielonymi strefami, w których jest duża ilość zakażeń covidem-19. Nadal w zamkniętych pomieszczeniach publicznych obowiązują maseczki. I nadal zaleca się częstą dezynfekcję rąk.

Poza tym Polacy wyruszyli na wakacje przyjąwszy zasadę: wirus na wakacjach nie istnieje… Więc codziennie ilość chorych rośnie. Rodzice, którzy beztrosko brykają sobie na wakacjach nie zważając na zakażenia, teraz – gdy zbliża się początek roku szkolnego – wyrażają głębokie zaniepokojenie czy można bezpiecznie puścić bombelki do szkoły…

Nadal ryzykowne jest podróżowanie do innych krajów, bo nie wiadomo czy u nas po powrocie nie wyląduje się na kwarantannie, albo – co gorsza – czy nie zostanie się nią objętym tam, co może znacznie wydłużyć oraz podrożyć wakacyjny wyjazd.

Cóż jeszcze? W lipcu pogoda jak zwykle nie rozpieszczała, za to sierpień – także tradycyjnie – piękny 🙂

Miłego i przyjemnego końca wakacji.

Żyjąc w innym świecie

Ostatni post sprzed ponad miesiąca, a jakby z innego świata… Oczywiście za sprawą pandemii koronawirusa. Na planowanym shoppingu z koleżankami nie byłyśmy, ponieważ zamknęli nam galerie. Zresztą odjechanych sportowych ciuchów nie potrzebuję, bo mamy zakaz ćwiczeń na świeżym powietrzu, a w domu mogę ćwiczyć w starych rzeczach.

Zasadniczo siedzimy w domu wychodząc tylko na niezbędne zakupy. Święta też każdy spędził w swoim domu, nie odwiedzając rodziny, żeby nie roznosić zarazy. Poza tym można było za to dostać mandat, więc tym bardziej wszyscy siedzieli w domach, jedząc i pijąc… nie wiem czy na zdrowie…

A przepraszam, nie wszyscy siedzieli w domach. Żeby wkurzyć społeczeństwo politycy PiS postanowili uczcić rocznicę katastrofy smoleńskiej, wybierając się na obchody pod pomnik. Oczywiście bez zachowania wymaganych środków ostrożności, bo ich przecież wirusy i obostrzenia nie dotyczą.

A później Prezes – tak, ten Prezes – wybrał się na cmentarz na gród brata i matki, mimo zakazów chodzenia na cmentarz wprowadzonego przez jego rząd. Pokazał tym samym o ile jest ważniejszy od wszystkich innych Polaków.

Wkurzenie ludzi powodują też przegłosowane przez Sejm prezydenckie wybory korespondencyjne. Z jednej strony każe nam się siedzieć w domach, a z drugiej mamy bujać się do nielicznych skrzynek pocztowych. I nieważne, że poczta nawala i nie można liczyć na dostarczenie standardowej korespondencji. Zamiast ją reformować, postanowiono przeprowadzić przy udziale niewydolnej firmy – głosowanie. Pod znakiem zapytania stoi więc jego powszechność. O tajności nie wspominając, skoro kartę z głosem pakuje się do jednej koperty z kartą z podpisem i swoimi danymi.

Dziwne czasy. Serio, takie sci-fi…

Dziwne przedwiośnie

Tajemniczy wirus już nie taki tajemniczy. Wiemy o nim więcej niż dwa miesiące temu, ale wciąż za mało, że go „ukrócić”. Na razie sieje spustoszenie w marketach, szczególnie na działach mąki – kasze – makarony, konserwy, środki czystości, papiery toaletowe (?!). Nie wiem czy ludziska to wszystko zjedzą czy spożytkują, czy przyda się na wsad do Szlachetnej Paczki… Niby Boże Narodzenie jeszcze daleko, ale te produkty mają długie terminy ważności.

Na naszej wsi póki co bez paniki, choć temat do rozmów jest. Poza tym życie toczy się smętnie dalej zgodnie z pochwałą Kochanowskiego „wsi spokojna, wsi wesoła” 😉 Powoli ponad temat koronawirusa wychodzą przygotowania do Wielkanocy i do wiosny we wszystkich formach – i tych rolniczych i odzieżowych. Bo żadne kryzysy nie są tak poważne, jak kryzys związany z tym, że nie ma się w co ubrać 😉

A z tym mam często problem. Jakoś tak o 2-3 sezony wyprzedzam zazwyczaj modę… Zwłaszcza jeśli chodzi o kolorystykę ciuchów, które chciałabym kupić. Sprawdziło się to wielokrotnie. Na 2 sezony przed pojawieniem się brązowych płaszczyków, szukałam ich. Niestety wtedy mogłam liczyć głównie na różne odcienie szarości. Przy pytaniach o brązy, wszyscy rozkładali ręce. Bardzo często tak mam przy kolorach i fasonach sukienek i bluzek. Ostatnio szukałam żółtej kurtki narciarskiej. Były nieliczne. Pewnie większy wybór będzie w 2022… r. 😉

Teraz, w związku z nastaniem wiosny mam kilka pomysłów na sportowe ciuchy. Niestety nie ma wzorów, które sobie wymyśliłam. Zaczynam rozważać po prostu zlecenie określonych nadruków. Są firmy, które specjalizują się w tego typu zleceniach i nie jest to jakaś tam sobie naprasowywanka, lecz solidny druk transferowy. Na pewno byłabym oryginalna (choć na tym mniej mi zależy). Na pewno miałabym to, co sobie wymyśliłam (na tym bardziej). Czyż nie jest to wspaniały pomysł?

Właśnie umawiamy się z koleżankami na wiosenny shopping. Nie mamy parcia, żeby było to już, bo nie przewidujemy, żeby z powodu koronowirusa wymieciono ciuchy ze sklepów. Raczej będzie w nich „luźniej”, jak się ludziska wystraszą tłumów. W przyszłym tygodniu zwiastują nam temperatury powyżej 10 stopni, czyli kilkanaście, a to już coś 🙂 Coś co może zachęcić mnie do zakupów. Dziwne to nasze przedwiośnie w tym roku…

Tajemniczy wirus

Dziś przeczytałam i usłyszałam o kolejnym tajemniczym wirusie, który pojawił się w Chinach. Zdaje się, że w ostatnich latach niemal wszelkie dziwne, nowe, lekoodporne wirusy i bakterie pojawiają się najpierw głównie w Azji. A jest się czego bać, bo nowy wirus wywołuje objawy zbliżone do SARS, czyli nietypowego zapalenia płuc, który powoduje bardzo wysoką gorączkę i trudności z oddychaniem oraz nacieki w płucach.

Bardzo wredną odmianą wirusów tego typu jest wirus MERS, przy którym śmiertelność wynosi aż 35 procent !

Zdaje się, że nie wiadomo jeszcze za bardzo ani co to za wirus, ani jak dochodzi do zakażenia, ale wiele organizacji, w tym WHO obstawia na pochodzenie zwierzęce, być może owoce morza. A że do nas także trafia sporo ryb i owoców morza z Chin, więc póki nie ustalą czegoś więcej, powstrzymam się od ich konsumpcji. I tak, wiem, że Chiny są ogromne, a zakażenie obejmuje jedną prowincję, ale po 1. na produktach nie jest dokładnie wskazane skąd pochodzą, a po 2. trzeba eliminować ryzyko, tym bardziej, że nasze władze (w przeciwieństwie do władz wielu innych krajów) rutynowo nie badają przyjezdnych z zagrożonego terenu. A może należałoby, skoro kilka chorych osób zatrzymano (w celach hospitalizacji i odizolowania) już w innych krajach. A skoro nie potrafią zapanować nad ludźmi, więc tym bardziej nad żywnością.

Niestety żyjemy w świecie, w którym mamy wyjątkową łatwość przemieszczania się, co sprzyja rozprzestrzenianiu się chorób. Łatwo także dostarczyć na nasze rynki produkty spożywcze spoza Polski i UE. Zresztą w przypadku Chin – co tu kryć: dostarczają nam taką masę produktów, że trudno wyliczyć. I wcale nie twierdzę, że wszystko jest kiepskiej jakości. Tu akurat cena odgrywa znaczną rolę, podobnie jak w przypadku rzeczy wytworzonych w Europie, USA, czy gdziekolwiek indziej na świecie.

Życzę zatem dużo zdrowia i unikania zachorowań na wszelkie choroby – zarówno te znane, jak i nowe. Kurujcie się i uodparniajcie, bo pogodę mamy sprzyjającą choróbskom. Może w końcu przyjdzie jakiś mróz, który – jak powiadała babcia – wymrozi choroby 😉

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku

Jutro Sylwester i wielkie oczekiwanie na Nowy Rok. Będą imprezy, będzie wyżerka i coś do picia pewnie też. Jeśli w „życiu piękne są tylko chwile”, to dla wielu osób właśnie przełom lat stanowi takie piękne chwile. Bawmy się więc wyśmienicie, by ładować baterie i mieć co wspominać.

A w Nowym Roku, życzę Wam, drodzy Czytacze, wszystkiego najlepszego, oby Wam przyniósł zdrowie, szczęście, miłość, uśmiech, spełnienie marzeń, pokonanie własnych ograniczeń, słuszne decyzje i satysfakcję z podejmowanych działań czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym; zdecydowanie mniej hejtu, a więcej wyrozumiałości i tolerancji dla innych i dla siebie. Czyli po prostu wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 🙂

Pojutrze Mikołajki

Pojutrze Mikołajki. Już. A ja jeszcze nic nie mam, nawet pomysłu. A dziś popołudniu zebranie, więc tematu nie da się ruszyć. Trzeba będzie w czwartek na ostatnią chwilę coś ogarnąć. Nie lubię takich nieprzemyślanych akcji. Chyba pójdę w bezpieczną symbolikę, a konkretne prezenty będą pod choinkę 😉

Zachęty do uprawiania sportu

Kiedyś ludzie uprawiali sport, bo to lubili. Nie potrzebowali żadnych pięknych gadżetów czy sprzętu. Wykorzystywali to co było, przerabiali inne rzeczy, jeśli im czegoś brakowało; majsterkowali, pożyczali. Nie przejmowali się swoim strojem. Liczyła się zabawa.

Dziś ludzie są leniwi. Często widuję jak osoby w różnym wieku – zwłaszcza wiosną – wyciągają sprzęt np. rolki, deskorolki, rowery i wyjeżdżają nimi na chwilę, żeby zrobić sobie sesję zdjęciową, po czym wracają do domów. Grunt to pochwalić się w mediach społecznościowych, że się ruszało. Tak jednorazowo.

Mamy też mody na określone sprzęty i ich kolory. Nie wystarczy mieć nart czy ciuchów narciarskich. Trzeba je wymieniać, żeby były w odpowiednim kolorze, modnym w danym sezonie. Ludzie potrzebują zachęty, żeby w ogóle coś zacząć robić, choćby modnej stylóweczki.

Oczywiście nie jest to standard. Są miłośnicy uprawiania sportów, którzy pojawią się np na stoku w ciuchach sprzed kilku sezonów ciesząc się, że mają ciepło i jazda sprawia im frajdę. Są tacy, którzy czerpią endorfiny podczas tańca i nie wymieniają co chwilę ciuchów z powodu wprowadzenia nowych kolekcji.

Tę modę „wyczaiły” także sklepy windując ceny za ciuchy przeznaczone do fitnessu i innych aktywności. Podobne koszulki – co do kroju i takie same – co do rodzaju tkaniny, potrafią się znacznie różnic ceną, właśnie z powodu ich „przeznaczenia” do noszenia na co dzień, albo w trakcie ćwiczeń. Świetnie widać to na siłowniach, w salach gimnastycznych, salach do fitnessu, itd.

Czy to dobrze czy źle, zależy od perspektywy. Na pewno cieszyć może ogólna moda na zdrowy tryb życia – zdrowsze odżywianie, ćwiczenia, tzw. bycie fit. Moda na rzucenie palenia parę lat temu przyniosła bardzo dobre efekty. Kiedyś palacze stanowili większość wśród moich znajomych i rodziny, dziś została ich garstka.

Zdaje się, że moda, w bardzo dużym stopniu kształtuje nie tylko wygląd naszej ulicy, w kontekście strojów, ale także poglądów, ogólnego wyglądu, zachowania, jedzenia i-te-de. Trzeba uważać co się kreuje, bo ludzie są bardziej podatni na wpływ innych niż kiedyś. Trudniej im mieć własne zdanie, łatwiej przejąć czyjeś.

Tak mi się ostatnio nasunęło…