Przesunięcie zegarków

Niewiele rzeczy potrafi tak człowieka ucieszyć, jak jesienne przesunięcie zegarków 🙂 Przynajmniej dopóki dzień się znów nie skróci na tyle, że trzeba będzie wstawać po ciemku. Jeśli o mnie chodzi nie mam nic przeciwko temu, żeby popołudniu szybko robiło się ciemno, bylebym nie musiała wstawać przed słońcem. Wiem, śpioch ze mnie. Ale już tak mam, że mogę siedzieć długo w nocy, choćby i do rana, ale wcześnie wstawać nie lubię.

Bardzo urozmaicony październik mamy w tym roku – po przymrozkach w pierwszych dniach i porannych mgłach w połowie miesiąca, teraz funduje nam pogodę iście wrześniową. Znów schowaliśmy zimowe kurtki i chodzimy w bluzach, a nawet koszulkach. Dziwna jest ta odczuwalna temperatura. Kiedy w lecie termometry pokazują 20-22C, wydaje się być dość chłodno, a kiedy teraz tyle jest, mam wrażenie, że jest gorąco i duszno. Może mój organizm już się przygotowuje do zimy, a może wcześniejsze ochłodzenie tak zadziałało. Dobrze, w każdym bądź razie, że się przymrozki dłużej nie utrzymały, bo można się dłużej nacieszyć widokiem kolorowych liści na drzewach.

Jesień

Weekend podobno w wielu miejscach kraju był kapryśny. U nas pogoda dopisała. Udało się zrobić jesienne porządki, a w niedzielę wybrać się na grzyby. To znaczy cel był taki, żeby wybrać się na grzyby, a rezultat – wybraliśmy się na 4 godzinny spacerek, bo o grzybach nie warto nawet wspominać. Dotleniliśmy się niewątpliwie, a wracając kupiliśmy pyszny miodek z pasieki (większość tych „sklepowych” to się co najwyżej nadaje jako dodatek do ciast, ale na chlebek to nie bardzo), więc mimo wszystko wycieczka na plus. Kiedy wróciliśmy, było już ciemno. Jejku, jak wcześnie robi się już ciemno, a niedługo przesunięcie zegarków i będzie jeszcze gorzej. Tak czy inaczej, akurat kiedy byliśmy już na osiedlu, zaczęło padać. Niestety w lesie padało kilka godzin przed naszym przyjazdem, czego nie przewidzieliśmy ubierając buty, więc po powrocie było wielkie czyszczenie i pranie. Ale co tam, „akumulatorki” naładowane mam nadzieję, przynajmniej do przyszłego tygodnia:) A wtedy znów się rodzinkę wyciągnie na jakąś wędrówkę 😉

Nic mi się nie chce

Po wrześniowym zapale do robienia wszystkiego i kilku rzeczy naraz, październik to miesiąc w którym nic mi się nie chce. Niby chciałoby się i wiadomo, że trzeba, ale jak mam coś zrobić konstruktywnego to… szkoda gadać. Nawet do posprzątania muszę się zmuszać, chociaż nie znoszę bałaganu. Najchętniej bym się zaszyła w łóżku z książką i kubkiem herbaty albo lampką wina, a jak już by mi się znudziło czytanie, oglądnęłabym jakiś fajny film. Mój mózg najwyraźniej ma dość codziennych obowiązków i – mimo że niedawno był urlop – chciałby już mieć kolejną przerwę. Hmm… Może uda się tak spędzić weekend. A może to kolejny sygnał, że potrzebuję psa. Po wybieganiu się z nim rano i wieczorem, pewnie miałabym więcej zapału 🙂

Październik

Dopiero co czekałam na ocieplenie i lato, a tu już październik, przymrozki… Aż trudno uwierzyć, że tak szybko zleciało. Dziś rano było +4C. Kazałam Młodemu ubrać zimową kurtkę, bo ostatnio trochę kaszle. Za chwilę zleci kolejny rok i znowu będziemy o rok starsi… Chyba nie ma co o tym myśleć, bo już w wizjach widzę siebie na emeryturze;) Trzeba cieszyć się każdym dniem, zamiast czekać z utęsknieniem na jakieś przyszłe wydarzenia…